Arturov

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    22
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutral

O Arturov

  • Tytuł
    Nowy
  1. Tak jak w temacie, w jakiejś rozsądnej cenie Używki jak najbardziej wchodzą w grę. Kontakt na PW.
  2. Dziwne bo dziś nabyłem Boscha o nr 0 280 140 533 i katalogowo jest do M50 właśnie, a ma 2 piny... co prawda nie rozbierałem jeszcze żeby sprawdzić jak ejst u mnie ale dziwnie, bo wszędzie co czytam to na 3 piny.
  3. Witam, moja e36 to silnik m50b20 z marca 1992 roku. I teraz pytanie, wg katalogu repxpert numery seryjne wg Boscha silniczka krokowego do tej wersji to 0280140574 / 0280140524 (opisane jako do września 1992). Nowsza wersja krokowego ma nry 0280140573 / 0280140533, opisane jako od października 1992 do 1995. I tutaj moje pytanie, czy orientuje się ktoś czy jak dam ten od października 1992 to będzie pasował i będzie wszystko dobrze chodziło? Bo ten do października strasznie słabo dostępny jest, można rzec że w ogóle w jakichś rozsądnych pieniądzach.
  4. Panowie, z góry powiem - nie bijcie za brak fot ale niestety nie miałem ich jeszcze jak zrobić. Szybko ciemno się robi i dopiero po 17 mam okazje to zrobić, postaram się jednak jutro coś ustrzelić. Co do tematu - odebrałem auto. Wymienił wtryski i komputer i twierdził że nic nie pomogło. Długo dochodził, szlak go już trafiał zarówno jak i mnie jak mi to powiedział, ale w końcu okazało się że to przez silniczek krokowy bo się zblokował czy coś tam się stało (za ostatnim razem go czyścił i te cyrki z gaśnięciem właśnie po ostatnim razie się działy więc musiał coś źle złożyć lub coś podobnego). Wszystko poustawiał, mapy od nowa pozbierał no i powiem szczerze że faktycznie czuć różnicę, teraz nawet z trójki się ładniej zbiera. Nie gaśnie po przełączniu na gaz itp. Jednak zauważyłem 2 inne sprawy. Oczywiście wszystko na ciepłym już silniku. Jak chodzi na lpg na postoju, to buda zdecydowanie bardziej odczuwalnie wibruje, minimalnie trzęsie nią, może to kwestia obrotów bo jak przełączę na pb to od razu wibracje zanikają, a wskazówka obrotomierza idzie do góry bardzo mało zauważalnie (może niecały 1mm). Wtedy podczas wibracji na lpg słychać też bardzo klekotanie spod maski, jakbym miał jakiegoś starego diesla, i to dość wyraźnie to słychać z kabiny. Nie wiem może to zbieg okoliczności i to wtryski nowe tak hałasują, ale wcześniej przed wymianą na nowe tak nie było. Kolejna sprawa to taka że czasami jak sobie do podłogi wcisnę na jedynce i na dwójce to przy wyższych obrotach (tak od 4 - 5 tys) czuć jakby tak minimalnie się przytkiwał i dopiero po 1-2 sekundach odetkał i dalej ładnie ciągnie. Myślałem że to może wina tego że akurat lpg się kończył bo już była rezerwa, ale dolałem do pełna i dalej to samo. Oczywiście w poniedziałek do niego zadzwonię i powiem o tym, ale może Wy macie jakieś pomysły? Bo tak to ogólnie jest ok. Tylko to klekotanie, momentami bardzo spore, wibracje, mmentami również bardzo spore no i ten efekt przytkiwania czasami. Aha i jeszcze jedno - jak odbierałem auto to mówił że jeśli to co mi zrobił teraz nie pomoże i objawy powrócą, to on już nie wie co jest grane, wymontuje mi to i odda kase. Tak więc się uspokoiłem bo widzę że w razie kolejnych numerów właśnie raczej tak zrobimy i będzie problem mniej Z góry dzięki za odpowiedzi. Edit: jeszcze ostatnia sprawa - ktoś tu wspomniał wcześniej o DME. Co to konkretnie jest? Gazownik odpiął klemy akumulatora aby zresetować kompa benzyny (tak mi powiedział) i mówił żebym pojeździł narazie troche bo musi się dograć. Ale nie mówił nic żebym jeździł tylko na pb, tylko mówił żebym po prostu troche pojeździł. To jest właśnie to DME ?
  5. Byłem dzisiaj, zostawiłem mu auto do jutra. Zamówił wczoraj nowe wtryski i dziś miał je wymienić. Zobaczymy jak to będzie. Dzwonił do mnie w trakcie i mówi że poczekał troche jak samochód ostygnie i mówił że wtedy też na benzynie zaczął przygasać aż ładowanie się zapalało... Średnio mi się to wydaje bo po nocy jak nie raz odpalałem to specjalnie na benzynce stałem 2-3 minutki, lekko nawet pogazowałem i nic. A mówił, że jak na benzynie faluje to na gazie będą jeszcze większe cyrki się działy. Czyżby zaczynał szukać dziury w całym aby na coś zwalić? Nawet jeśli tak jest (falowanie i mocne spadki obrotów aż do zapalenia się lampek na benzynie), ale średnio mi się chce w to wierzyć bo jak mówiłem mi się tak nie działo na pb, to nawet on jako osoba u której to zakładałem, powinien dokładnie "przebadać" silnik i jeśli wszystko jest ok to wtedy gazować. A nie pakować gaz nawet nie uprzedzając mnie że jeśli faluje czasami na benzynie to na gazie tymbardziej. (no fakt czasami na zimym może jak lekko przygazuje to obroty spadną może do 700-750, ale zaraz podnoszą się gdzieś mniej więcej do 850, a nie że od razu przygasa <-- ale skąd ja miałem o tym wiedzieć że czasami lekkie przyfalowanie na benzynie może mieć taki wpływ na lpg? To on jest fachowcem i powinien to sprawdzić, a co najmniej mnie o tym poinformować. Dobrze mówie ? Zobaczymy jak to się dalej potoczy
  6. Dzięki panowie za zainteresowanie tematem. Jestem właśnie po rozmowie telefonicznej z nim. Zapowiedziałem że chcę się spotkać i poustalać pare kwestii bo nie jest to rozmowa na telefon. Jadę do niego jutro na 7 rano i zobaczymy co wyniknie. Jutro po południu zdam relacje
  7. Też tak uważam, a jak nie wie co jest grane/nie umie to niech wymontowuje i zwraca kase, albo opłaca usługi kogoś kto umie. Podzespoły jakie mam: Reduktor: Kme Silver Nr komputera sterującego lpg: Kme-Nevo Samoczynny zawór odcinający parownika: OMB Wielozawór: Tomasetto Wtryskiwacz gazu: OMVL Reg Wydaja sie nienajgorsze.
  8. Witam wszystkich, od września stałem się póki co nieszczęśliwym posiadaczem bmw e36 320i, silnik 2.0 150km, kod silnika m50b20 (6 cylindrów). Z góry nadmienię, że wszystkie objawy które zaraz opiszę na benzynie NIE występują. Problem tyczy się tylko lpg. Po zakupie samochodu zdecydowałem się zagazować. Sekwencja była wmontowana mniej więcej w połowie września, więc nie ma nawet 2 miesięcy. Zakładałem u kolegi gazownika, który cieszy się dobrą opinią w środowisku. Po założeniu miałem przykaz wyjeździć 2-3 pełne zbiorniki i przyjechać na regulację wtrysków. No i faktycznie okazało się to koniecznie, bo silnik nawet ciepły strasznie falował (wskazówka obrotów wahała się regularnie o 2-3mm, czasami nawet więcej), moc nie była ta, czasami przy delikatnych manewrach na parkingu potrafił zgasnąć itp. Przyjechałem, poustawiał i mówi że będzie ok. Pierwszy dzień w porządku, drugi dzień po regulacji wszystkie problemy powróciły. Dzwonię ponownie i umawiamy się. Znów poustawiał ale na kompie okazało się, że prawdopodobnie przyczyną będzie łapanie lewego powietrza, po ciśnienie na kolektorze dolotowym było ~0.57 bara zamiast ~0.3. Poustawiał, pojeździłem dzień i znów się rozregulowało i umówiliśmy się, że zostawię mu samochód na 1 dzień i on dokładnie obejrzy gdzie może łapać to lewe powietrze. No i zostawiłem, przyjeżdżam po 8h po pracy no i na pierwszy rzut oka nie faluje, czyli ok. Mowił, że posprawdzał i nie łapał lewego powietrza, lecz przyczyną okazał się bardzo pródny silniczek krokowy, którego przeczyścił. Zapewnił że będzie ok, poustawiał też od nowa mapy. Tak więc uradowany że w końcu po 2 miesiącach od zakupu będę mógł spokojnie jeździć żegnamy się i jadę do domu. I już po 2 kilometrach poczułem, że ZAUWAŻALNIE słabiej zbiera się na gazie aniżeli na benzynie, z każdego biegu. Dojechałem do domu i chwile na parkingu sobie postałem i wyszła kolejna wada - na benzynie jest ok, tj. leciutko muskam pedał gazu i obroty po prostu normalnie się zwiększają tak jak powinny, bez żadnych wibracji budy. Natomiast na gazie przy lekkim muśnięciu gazu, najpierw obroty lekko spadną, buda lekko zawibruje i dopiero wzrastają, i to też mam wrażenie że nie tak lekko i swodobnie jak na benzynie, a trochę wolniej. Mówie a mam w dupie, ide do domu. A to wszystko było na ciepłym już silniku jak go odebrałem od kolegi gazownika. Jaja zaczęły się dziać kolejnego dnia jak chciałem jechać. Silnik zimny po nocy, wiadomo. Wsiadam, odpalam, czekam z 2 minutki żeby się troche nagrzał, na benzynie wszystko ok. Jade gdzieś niecały kilometr i stoję na światłach. I akurat jak stałem na czerwonym to się przełączył i w momencie przełączenia po prostu zgasł. Odpaliłem, po chwili znów się przełączył ale tu już był jakiś koszmar, obroty spadały prawie że do zera, aż pojawiała się m.in. czerwona lampka akumulatora jakoby silnik miał zaraz zgasnąć. Musiałem ostro gazować żeby przytrzymać na obrotach a ruszałem z 3 tysięcy, bo z niższych się nie dało. Jade jade, wciskam pedał i moc też zdecydowanie nie ta. Nawet jak dojeżdżałem do świateł to specjalnie wrzuciłem na luz i wtedy też mało co nie gasł. Przejechałem z 5 km, silnik nagrzał się do optimum i już trzymał obroty, ale dalej na postoju przy lekkim muśnieciu gazu, na lpg buda najpierw wibrowałą a potem obroty w górę szły. Chwile stanąłem sobie na postoju i zauważyłem kolejną rzecz - silnik na gazie ma słyszalnie wyższe obroty. Przełączyłem na benzyne i obroty lekko spadły, ale nie falowały, po prostu były niższe lekko niż na gazie. Dałem z powrotem na gaz i z momentem przejścia na gaz obroty minimalnie wzrosły i utrzymywały się tak przez cały czas (wskazówka obrotów była może z 1-2mm pod 1k). Jak pisałem kolega mówił że po przeczyszczeniu tego krokowca i czegoś tam chyba jeszcze, ponownie zebrał mapy. Podsumowując: 1) Faktycznie to wcześniejsze falowanie na ciepłym nawet, zostało wyeliminowane w stosunku do tego co było na początku. 2) po przełączeniu na gaz zgasł a potem obroty tak spadały że musiałem mocno gazować żeby ponownie nie zgasł. 3) na benzynie na postoju, nawet na ciepłym jak musnę gaz to obroty od razu idą swobodnie w górę tak jak powinno być, a na lpg najpierw jakby była lekka dziura, minimalnie obroty spadną, buda lekko zawibruje i dopiero wtedy wzrastają, i to też mam wrażenie nie tak szybko jak na benzynie. 4) moc nie ta 5) jak sobie poprzełączam pb-lpg, to na lpg słyszalnie i lekko zauważalnie na wskazówce wyższe obroty (nie wiem czy tak ma być?), aczkolwiek na ciepłym już nie faluje tak jak było wcześniej. 6) nawet na parkingu jak manewruje - cofanie, jazda na prawie półsprzęgle, to na benzynie bez problemu mogę sobie na to pozwolić, natomiast na gazie przy takich manewrach od czasu do czasu po prostu zgaśnie, a już bardzo często zapalają się lampki a reflektory też zauważalnie gorszym światłem świecą na tą chwilę (widzę w odbiciu lakieru samochodu stojącego obok). Szczerze mówiąc rzygać mi się już chce tym samochodem i gazem... Miało być fajnie a jest do dupy. Macie może jakieś pomysły? Powiem mu że albo zostawiam mu samochód nawet na pare dni jeśli będzie trzeba i albo robi to porządnie żeby jeździło jak na pb, albo niech wymontowuje tą instalację i oddaje pieniądze. Ja rozumiem że koledzy kolegami, ale jakieś granice też są, dałem kupe kasy a już Łada Niva którą hobbystycznie kiedyś jeździłem na nie-sekwencyjnej instalacji gazu nie odwalała takich numerów. Z góry dzięki za jakąkolwiek pomoc i za przeczytanie tego całego
  9. Dzięki za odpowiedzi, przespałem się z tym i powrócę do tego zaworu/otworu u dołu chłodnicy... Może faktycznie macie racje ze to nie jest żaden otwór który spuszcza płyn jak ciśnienie rośnie, tylko po prostu zwykła nieszczelność która wtedy pod ciśnieniem puszcza płyn. Temperatura jak to robiliśmy była w normie, wskazówka idealnie w pionie. Tylko teraz pytanie jak sprawdzić tą nieszczelność? A jeszcze odnośnie firmy chłodnicy - żadna jakaś super markowa - Depo.
  10. Kiedy zapala sygnał na kompie to nie mam pojęcia. Olej kupowałem w sieci Auto-Partner. Co do płynu chłodniczego bo to mnie najbardziej niepokoi... tak jak piszesz - 1l to jeszcze ujdzie, ale żeby było już po 5l max... troche dziwna ta sprawa, układ jest odpowietrzony, odpowietrzaliśmy i było ok (wszystkie strumienie itp jak trzeba). grzesio masz racje - ze tez o tym nie pomyslalem - plyn spuszczalismy tylko z chłodnicy... No ale to tak czy siak, może tłumaczyć tylko fakt że 5l weszło a nie 10. A czemu ubywa w takim razie... ? Dodam, że jak testowaliśmy nową chłodnice i zatrzymaliśmy wiatriak chłodnicy i przygazowaliśmy, to po chwili w takiej konfiguracji (gaz + blokada na wiatrak) spod chlodnicy zaczal plyn cieknac, okazalo sie ze na dole chlodnicy jest jakis otwor ktory otwieral sie w przypadku gdy zatrzymywalismy wiatraik i gazowalismy chwile. Ale to raczej normalne?
  11. Mam niestety kolejny problem... i bardzo prosze o pomoc bo ostatnio problem goni problem i powoli zaczynam mieć dość. zbiorniczek wyrównawczy przy starej chłodnicy zaczął przeciekać (był już zalepiany sylikonem przez poprzedniego wlasciciela) i kupiłem nową chłodnicę. Katalogowo wchodzi ok 10l płynu (auto bez klimy). Spuściliśmy płyn ze starej, weszła nowa i tutaj ciekawostka numer 1, bo wlaliśmy 5l płynu i na zbiorniczku wyrównawczym już był max... a gdzie ma wejść pozostałe 5 ja sie pytam. Odpowietrzone jest - przy odkręconym korku i odpowietrzniku minimalnie wylewa sie z odpowietrznika a ze ścianki zbiorniczka też leci strumień gdy się lekko przygazuje. Teraz jak jeżdże to kontroluje płyn i co 1-2 dni dolewam troche - i tu moje pytanie, czy nie jest czasem tak, że wtedy weszło tylko te 5, teraz on sie po prostu rozprowadza i to dlatego musze go dolewać? Doleje prawie pod korek (zostawie jakieś 5-6cm) i po paru dniach znów musze uzupełnić bo zeszło do minimum, i nie wiem teraz czy to wyciek znowu przy nowej chłodnicy, czy płyn sie uzupełnia i to norma po zmianie chłodnicy i płynu. I kolejna sprawa. Też chodzi o poziom, ale tym razem oleju silnikowego. Spuściliśmy stary i wlaliśmy nowy Motul 10w40. Katalogowo wchodzi 6,5 litra. Kupiłem 6 litrow, wlaliśmy całość i... poziom oleju na bagnecie ledwo sięgał minimum... Wczoraj dokupiłem jeszcze litr, dzis dolałem jakieś 0.85l i jest na minimum. To też normalne? Czyli łącznie weszło ~6,85 litra i poziom na bagnecie ledwo sięga minimum, przy czym katalogowo jest 6.5. I bądź tu mądry. Bardzo prosze o pomoc bo juz powoli mi ręce opadają. Dzięki
  12. Wisco. Szpadyzor z tego co zauwazylismy to pod chlodnica jest taki jakby otwor bezpieczenstwa ktory wlasnie w przypadku gdy robi sie za goraco, spuszcza troche plynu aby cisnienie nie rozsadzilo, ale wtedy na logike powinien zalaczyc sie tez wentylator, ktory wlasnie nie wlacza sie (tzn przytrzymywane są łopatki kabelkiem, ale jakby wlaczyl sie na swoja normalna moc to bez problemu by ruszył). I o to mi się rozchodzi właśnie.
  13. Chodzi o to, czy po zatrzymaniu wentylatora poprzez włożenie kabelka między łopaki i jak po chwili zrobi się gorąco, to nie powinien on już włączyć się na swoją normalną moc (wtedy zatrzymanie kabelkiem nic nie da), bo z dołu chłodnicy przez ten "otwór bezpieczeństwa" po chwili zatrzymania wentylatora cieknie płyn.
  14. Witajcie, mam takie pytanie - zmieniłem wczoraj chłodnicę na nową (stara przeciekała przy uszczelnieniu zbiorniczka i nie dało się już nic zrobić). Wczoraj testowaliśmy i opiszę taką sytuację: Wentylator chłodnicy chodził sobie spokojnie od silnika, zatrzymaliśmy go, popracowaliśmy przepustnicą i nagle spod samochodu zaczęło lać płynem, po puszczeniu wentylatora po chwili problem ustał - okazało się że w chłodnicy jest jakiś "otwór bezpieczeństwa" który spuszcza płyn jak robi się za gorąco - to normalne? I kolejne pytanie bardziej zagadkowe - w sytuacji tak jak wyżej, czyli kiedy lekko kabelkiem między łopatkami zatrzymaliśmy wentylator, to czy po chwili właśnie jak cieplej się zrobiło, to oprocz tego otworu w chłodnicy, wentylator nie powinien się włączyć na swoją normalną moc ? Bo nic takiego się nie stało. Z góry dzięki, pozdrawiam